#juventus #pilkanozna oraz…

#juventus #pilkanozna oraz #depresja und #malarstwo

Fajny artykuł o Buffonie, jego depresji i sztuce, która pomogła mu spojrzeć na świat z innej perspektywy. Tekst dość długi, więc wspomnę tylko, że obrazem, który go zainspirował jest „The Promenade” autorstwa Marca Chagalla.

Tekst z FB, który został przetłumaczony przez Filipa Kapicę(2AngryMen). Świetna robota.
Nie komentujcie screena nawet. xD

Filip Kapica:

Przed tygodniem staliśmy z Mateuszem w mixed zone stadionu Giuseppe Meazza w dzielnicy San Siro. Dziennikarze czekali na piłkarzy Interu i Juve po kosmicznym, najważniejszym dotychczas meczu tego sezonu Serie A. Kiedy na horyzoncie pojawił się Gigi Buffon, szmer i poruszenie wymknęło się spod kontroli. Ludzie dostawali małpiego rozumu. Dziennikarze! Mieli gdzieś, że są od tego, by zadawać pytania. Większość z nich, a były to dziesiątki osób, chciały doskoczyć do Buffona, by podpisał im koszulkę. By stanął do selfie. Traktowali go jak Supermana. Jak przybysza z innej planety. Jak półboga.

Dosłownie przed godziną Buffon opublikował w „The Players Tribune” tekst o fałszywym postrzeganiu go jako superbohatera. Zaznacza, że jest tylko zwykłym gościem i opisuje swoje olbrzymie kłopoty z depresją. Parafrazując słowa tegoż fantastycznego bramkarza po odpadnięciu z Realem w Lidze Mistrzów – macie śmietnik zamiast serca, jeżeli nie chcecie poznać jego refleksji!

Bon apetit!

***

Drogi 17-letni Gianluigi,

Piszę do ciebie jako 41-letni facet, który sporo przeżył i popełnił wiele błędów. Mam dla ciebie dobre i złe wiadomości.

Prawda wygląda następująco – jestem tu po to, by porozmawiać o twojej duszy. Tak, naprawdę o duszy. Masz tylko jedną, wierz mi lub nie.

Zacznijmy od złych wiadomości. Masz 17 lat. Lada moment zostaniesz prawdziwym piłkarzem, o czym zawsze marzyłeś. Sądzisz, że znasz się na wszystkim i wiesz wszystko. Prawda jest brutalna, bo tak naprawdę to ch*ja wiesz.

W ciągu kilku dni dostaniesz szansę debiutu w Serie A w barwach Parmy. Rozumiesz z tego tak niewiele, że nawet nie jesteś na tyle kumaty, by się tego bać! Powinieneś leżeć w łóżku, pić gorące mleko. A co robisz? Ruszasz do knajpy z kumplem z klubowej Primavery.

Jedno piwko, prawda?

Potem zmieniasz zdanie, przesuwasz granice. Czujesz się niczym bohater jakiegoś filmu. Silny facet. Tak sobie zwykle radzisz z presją. Wkrótce opuścisz dyskotekę w towarzystwie policji o 1:00 w nocy.

Idź do domu, no już. Idź spać, póki jeszcze możesz. Zmień bieg wydarzeń.

I proszę – nie oddawaj moczu na radiowóz. Funkcjonariusze nie zobaczą w tym niczego śmiesznego. Zaryzykujesz utratą wszystkiego, na co pracowałeś.

To jedna z tych sytuacji, w których znajdziesz się bez powodu. Masz w sobie ogień, który będzie skutkował błędami. Oczywiście będziesz szpanował w swoim towarzystwie, że jesteś silnym i wolnym gościem, ale dobrze wiesz, że tylko nakładasz pewną maskę.

Za kilka dni będziesz miał na wyciągnięcie ręki trzy atrakcyjne i niebezpieczne zjawiska: pieniądze, sławę, pracę marzeń.

Tyle, że teraz sobie myślisz – co w tym niby groźnego?

Na tym polega cały paradoks.

Z jednej strony zgoda – bramkarz potrzebuje pewności siebie. Nie może się bać. Jeżeli spytałbym trenera o to, czy wolałby postawić między słupkami na najlepiej wyszkolonego technicznie golkipera na świecie czy na tego o największej odwadze – zawsze wybrałby bydlaka, który przed niczym nie pęka.

Pora na drugą stronę medalu – osoba nieustraszona może łatwo zapomnieć, że ma… umysł. Jeżeli jesteś nihilistą, myślisz non-stop tylko o piłce, twoja dusza zacznie więdnąć. W pewnym momencie depresja przygniecie cię do tego stopnia, że nie będziesz się mógł podnieść. I to nawet nawet z łóżka!

Możesz się teraz śmiać ile wlezie, ale to ci się naprawdę przydarzy. I to w momencie, kiedy będziesz na szczycie. W momencie, kiedy będziesz miał wszystko, czego teoretycznie można zapragnąć. Będziesz miał 26 lat. Będziesz bronił w Juventusie i reprezentacji Włoch. Będziesz miał kupę kasy i szacunku. Niektórzy nazywać cię będą Supermanem.

Ale ty nie jesteś superbohaterem. Jesteś normalnym gościem. Nie różnisz się niczym od pozostałych ludzi. Owszem, presja twojego zawodu może zamienić cię w robota. Rutyna może stać się twoim więzieniem. Idziesz na trening. Wracasz do domu i oglądasz TV. Idziesz spać. Każdy kolejny dzień wygląda tak samo. Różnice polegają na tym, że raz wygrywasz, raz przegrywasz. I tak w kółko.

Pewnego razu, kiedy wstaniesz na trening, twoje nogi zaczną się trząść. Będziesz się po prostu telepał. Stracisz nad nimi zupełnie kontrolę. Poczujesz się tak słaby, że nie będziesz zdolny, by poprowadzić samochód w drodze do klubu. Pomyślisz, że to zmęczenie lub jakiś wirus. Sprawy zaczną się pogarszać. Zapragniesz tylko, by móc spać. W każdy trening, w każde zajęcia będziesz wkładał tytaniczny wysiłek. Tak to będziesz odczuwał. Przez siedem miesięcy ciężko będzie ci znaleźć jakąkolwiek radość w życiu.

W tej chwili musimy przerwać.

Wiem, że czytasz to jako 17-latek. Zapytasz: „Jak to możliwe? Jestem bardzo szczęśliwy. Jestem urodzonym liderem. Jeżeli trafię do Juve, będę kasował miliony, mam gwarancję radości. Tu nie ma miejsca i szans na depresję”.

Zadajmy sobie zatem jedno ważne pytanie. Pamiętasz, dlaczego zdecydowałeś się na futbol, Gigi?

I proszę – nie opowiadaj, że tylko dlatego, że imponował ci Thomas N’Kono. Nie kończ tak płytko. Pójdźmy dalej, wyjaśnijmy cały ten proces. Na pewno pamiętasz każdy detal.

Miałeś 12 lat, to prawda.

Mundial w 1990 był rozgrywany we Włoszech, fakt.

Argentyna – Kamerun na inaugurację na San Siro, owszem.

Gdzie byłeś w trakcie tego meczu? Zamknij oczy. Siedziałeś w swoim salonie. Sam. Dlaczego nie byłeś z przyjaciółmi tak jak zwykle? Nie pamiętasz. Twoja babcia była w kuchni, przygotowywała jedzenie. Na zewnątrz było tak gorąco, że postanowiła zamknąć wszystkie okna. Doszła do wniosku, że tylko tak może zapewnić trochę świeżości w pokojach. Było kompletnie ciemno wokół. Jedyne światło biło z kineskopu telewizora.

Co widzisz?

Ano dziwną nazwę: Kamerun.

Nie wiesz, gdzie to państwo leży. Nie wiedziałeś jeszcze przed chwilą, że taki kraj istniał. Oczywiście kumasz, kim są Argentyńczycy i Maradona, ale dostrzegasz pewną magię w Kameruńczykach. Upał wciąż daje w kość, ale ich bramkarz jest wystrojony od stóp do głów. Długie czarne portki. Długa zielona bluza z różowym kołnierzykiem. Sposób, w jaki się porusza. Sposób, w jaki stoi! I ten wąs! Facet kradnie twoje serce.

Jest największym kozakiem, jakiego widziałeś na oczy!

Komentator przedstawia go jako Thomasa N’Kono.

Potem przyszedł czas na magię.

Rzut rożny dla Argentyny, Thomas chwyta piłkę, wykopuje ją na 30 metrów w górę. To moment, w którym wiesz, co chcesz robić przez resztę życia.

Nie chcesz być po prostu bramkarzem. Chcesz być bramkarzem „tego” typu. Chcesz być szalony, odważny, wolny.

Minuta po minucie, kiedy oglądasz ten mecz, sprawia, że stajesz się tym, kim jesteś dzisiaj. Pisze się scenariusz twojego życia. Kamerun zdobywa bramkę, zaczynasz zachowywać się nerwowo. Nie możesz znieść psychicznie świadomości, że mogą tego nie dowieść. Miotasz się na kanapie, potem zrywasz się na równe nogi na całą drugą połowę. Kiedy drugi z Kameruńczyków zostaje wyrzucony z boiska z czerwoną kartką, nawet nie masz siły tego słuchać.

Przez ostatnie 5 minut kucasz pod telewizorem, masz wyłączony dźwięk. Raz na jakiś czas wychylasz się, żeby rzucić okiem, co się dzieje.

Wreszcie dostrzegasz radość kameruńskich graczy. Wybiegasz na ulicę. Podobnie robi dwóch innych chłopaków z twojej okolicy. Wszyscy wrzeszczą: „Widzieliście Kamerun?!”.

Tego dnia pojawia się w tobie ogień. Kamerun to miejsce, które istnieje. Thomas N’Kono to prawdziwa postać. Ty pokażesz światu, że Buffon również!

Dlatego zostałeś bramkarzem. Nie dla hajsu czy sławy, a ze względu na artyzm i styl Thomasa N’Kono. Ze względu na jego DUSZĘ.

Pamiętaj, pieniądze i sława nie są celem samym w sobie. Jeżeli nie dbasz o swoją duszę, jeżeli nie szukasz inspiracji poza piłką, będzie tylko gorzej. Gdybym mógł dać ci tylko jedną radę – chciałbym, żebyś wykazał więcej ciekawości świata, póki jesteś młody. Oszczędziłbyś samemu sobie, a przede wszystkim twojej rodzinie, sporo bólu.

Tak, znowu sprowadzamy wszystko do tego, że bramkarz musi być odważny. Ale nie mylmy odwagi z ignorancją, Gigi.

Kiedy będziesz pogrążony w głębokiej depresji, w twoim życiu mimo wszystko przydarzy się coś dziwnego i pięknego. Pewnego dnia zrezygnujesz z rutyny. Pójdziesz do innego lokalu na śniadanie w Turynie. Obierzesz nową drogę, pojedziesz przez miasto nieco inaczej. Miniesz muzeum sztuki, z którego będzie krzyczał plakat z napisem: „CHAGALL”.

Słyszałeś już kiedyś to nazwisko! Ale guzik wiesz o sztuce. Masz robotę do wykonania. Musisz robić pewne rzeczy po swojemu. Jesteś Buffonem. Ale kim jest Buffon? Kim tak naprawdę jesteś? Masz jakiś pomysł?

To najważniejsza część tego listu. Musisz wejść do tego muzeum. Tego konkretnego dnia. To będzie najważniejsza decyzja w twoim życiu.

Jeżeli zignorujesz tę prośbę i będziesz dalej żył po prostu jako piłkarz, jako Superman, zablokujesz w końcu w sobie jakiekolwiek emocje. Zamkniesz je w piwnicy. Twoja dusza uleci.

Ale kiedy zrobisz krok i wejdziesz do tego muzeum, zobaczysz setki obrazów Chagalla. Większość z nich nie zrobi na tobie wrażenia. Nie poruszy cię. Niektóre będą dobre, inne interesujące, ale i tak dojdziesz do wniosku, że zupełnie nic ci nie mówią.

I wtedy jeden obraz uderzy w ciebie jak piorun. Nosi nazwę „Spacer”.

Wygląda trochę jakby dziecinnie. Mężczyzna i kobieta są w parku, pewnie na pikniku, ale jest w tym coś magicznego. Kobieta odlatuje w kierunku nieba. Jak anioł. Facet stoi na ziemi, trzyma ją za rękę, uśmiecha się. Wygląda to jak dziecięce marzenie.

Ten obraz przekazuje ci coś z innego świata! Znowu poczujesz się jak dziecko! Dostrzeżesz szczęście w prostocie. W prostocie drobiazgów.

Takich jak obserwowanie Thomasa N’Kono kopiącego piłkę na 30 metrów.

Takich jak wspomnienie babci wołającej cię do kuchni.

Takich jak modlitwa w ciemnym pomieszczeniu pod telewizorem.

Kiedy dorastamy, zapominamy o takich chwilach. O uczuciach, które nam wtedy towarzyszą. Musisz wrócić dzień później do tego muzeum. To sprawa absolutnie fundamentalna. Kobieta przy kasie w zabawny sposób zmierzy cię wzrokiem: „Nie byłeś tu przypadkiem wczoraj?”.

To bez znaczenia. Wracaj do środka. Ta sztuka będzie dla ciebie najlepszym lekarstwem. Kiedy otworzysz swój umysł, cały ciężar, który w sobie nosisz, uniesie się jak kobieta na obrazie Chagalla.

Jest w tej całej sytuacji pewna ironia. Czasem niektóre rzeczy są po prostu nam pisane. Niewytłumaczalne i piękne. Wszystko, co ci się przydarzy, jest ze sobą połączone. To tylko jeden z elementów.

Kiedy będziesz młodym zawodnikiem w Parmie, wykażesz się wielką ignorancją. Przed ważnym meczem zechcesz wykonać gest w kierunku kibiców. Zechcesz pokazać im oraz kolegom z szatni, że jesteś prawdziwym przywódcą. Że masz odwagę i wielki charakter.

Wyjdziesz w koszulce z napisem, który widziałeś już kiedyś wyryty na ławce w szkole: „Śmierć tchórzom”. Nie znasz motywu z tym związanego.

Nie masz świadomości, że to hasło skrajnie prawicowych faszystów!

To jeden z tych błędów, który przysporzy dużo cierpienia twojej rodzinie. Ale to ważne pomyłki, bo będą ci przypominać, że jesteś tylko człowiekiem. Pokażą ci po raz kolejny, że ch*ja wiesz, kolego. Futbol będzie próbował cię przekonać, że jesteś wyjątkowy. Będziesz musiał wbić sobie do łba, że nie różnisz się niczym od barmana lub elektryka, z którymi będziesz przyjaźnił się do końca życia.

Co wyciągnie cię z depresji? Właśnie ta świadomość, że nie jesteś nikim specjalnym. Da ci to poczucie, że jesteś taki sam jak pozostali. Teraz możesz tego nie zrozumieć, bo masz 17 lat, ale… przysięgam – prawdziwa odwaga objawia się okazywaniem własnych słabości. I brakiem wstydu.

Zasługujesz na dar życia, Gigi. Tak jak wszyscy. Pamiętaj o tym.

Przekonasz się, że na pewne rzeczy jesteś jeszcze za młody i zbyt naiwny. Pewnych rzeczy teraz nie dostrzeżesz. Jedyne, czego żałuję to fakt, że nie otworzysz swojego umysłu wcześniej. Ale chyba musi tak być, bo w wieku 41 lat dalej czujesz ten ogień w sobie. Nigdy nie będziesz w pełni usatysfakcjonowany, przykro mi to mówić! Nawet trzymanie trofeum za mistrzostwo świata nie uspokoi tego uczucia. Dopóki nie zaliczysz sezonu, w którym nie puścisz ani jednego gola, nigdy nie będziesz w pełni zadowolony!

Wiele wskazuje na to, że zawsze taki byłeś.

Pamiętasz zimę, kiedy pojechałeś do wujka w Udine w góry?

Miałeś 4 lata. Całą noc prószył śnieg. Nigdy wcześniej go nie widziałeś! Zbudziłeś się, wyjrzałeś przez okno i cię zamurowało. Widziałeś jak we śnie. Cały kraj był biały.

Wybiegłeś na zewnątrz w piżamie bez pomysłu, czym jest śnieg. Ale nie zawahałeś się ani chwili. Spojrzałeś na zaspę i co było dalej? Zastanawiałeś się nad czymkolwiek? Pobiegłeś po kurtkę?

Nie, rzuciłeś się w nią z impetem. Byłeś nieustraszony!

Twoja babcia krzyczała: „Gianluigi! NIE! NIE! NIE!”.

Byłeś cały przemoczony, ale szczerzyłeś się od ucha do ucha. Przez tydzień miałeś gorączkę, ale guzik cię to obchodziło.

Bez wahania! Prosto w śnieg!

Oto kim jesteś.

Nazywasz się Gigi Buffon.

Pokażesz światu, że istniejesz.