#gownowpis #mundial…

#gownowpis #mundial #patostreamy
#pilkanozna #heheszki
#mecz #mistrzostwaswiata2018

Jak będzie wyglądał mecz finałowy?

W studiu TVP znowu osiem osób. Podekscytowany Babiarz ledwo zdąży wszystkich przedstawić (Engel, Dudek, Lubański, Ulatowski, Szczęsny, Żewłakow, Listkiewicz), być może nawet ktoś z nich się odezwie, ale już zaraz trzeba będzie się przenosić na transmisję reklam piwa, telefonii komórkowych i suplementów diety.

Następnie głos otrzyma Dariusz Szpakowski, który w słowie wstępnym nawiąże do półfinału Francja-Chorwacja sprzed 20 lat i będzie to robił jeszcze kilkanaście razy w ciągu tego meczu, czemu dziwić się specjalnie nie należy, bo zdaje się, że mundial ’98 był chyba ostatnim, na którym jako tako kumał bazę. Nie obędzie się oczywiście bez zwyczajowego szpakowego „ale le ble!” i wzniosłej gadki na początek, że „jedni i drudzy skupieni na jednym tylko celu, żeby mimo potwornego zmęczenia trudami tego turnieju, wykrzesać z siebie resztki sił, bo gdzieś tam na horyzoncie majaczy triumf, który będzie spełnieniem snów, marzeń, pragnień tych kibiców, którzy dziś będą tym dwunastym zawodnikiem swoich narodowych ekip. Którzy z nich udźwigną tę presję, a którzy ze łzami w oczach będą musieli przełknąć gorzką pigułkę porażki? Gwizdek pana Nestora Pitany. Zaczęli!”. Współkomentuje Andrzej Juskowiak.

Pierwsze minuty będą trącić trudnym do zaakceptowania przez kibiców wąchaniem się pod ogonkami. Żadna z drużyn nie będzie chciała za bardzo się odsłonić. Sporo niecelnych strzałów z dystansu, nieco nerwowości, dużo walki w środku pola. Chorwacki Mały Jastrząb z ZOO nie będzie w stanie w pełni rozwinąć skrzydeł, skutecznie neutralizowany przez parę defensywnych francuskich pomocników. Szpakowski po dwudziestu minutach zacznie tłumaczyć, że „historia finałowych meczów uczy nas, że nie zawsze były to widowiska porywające pod względem sportowym, wiadomo przecież, że ogromna stawka potrafi spętać nogi zawodnikom, gubi się gdzieś ta swoboda, luz, bo każdy z nich zdaje sobie sprawę, że taka okazja na przejście do futbolowej nieśmiertelności może się już więcej nie… aj, okazja! na spalonym Żiru”.

Do przerwy 0:0. Engel w studiu zacznie opowiadać, że pod względem taktycznym ten mecz jest majstersztykiem. Zacznie, ale nie skończy, bo na studio w przerwie przewidziano tylko dwie minuty, z czego połowa tego czasu to konkurs esemesowy.

Gdy przeniesiemy się na stadion, to wraz z Dariuszem będziemy się zastanawiać, czy „te drugie czterdzieści pięć minut dadzą nam ostateczną odpowiedź. z jednej strony jedni i drudzy z obawami, czy odważniejsze odkrycie się nie będzie skutkowało jakimś jednym błędem, który zadecyduje. z drugiej strony czy będą chcieli – myślę tu zwłaszcza o Chorwatach – stawiać na szali swoje i tak już nadwątlone tym turniejem siły”.

Gra szybko da nam odpowiedź na wątpliwości Szpaka. Jakieś dziesięć minut po wznowieniu Chorwację napocznie Giroud. Oddajmy głos Dariuszowi Szpakowskiemu: „A więc jednak! Nie Mbappe! Nie Griezmann! Żiru! Wyszydzany! Wielu zadawało pytanie, co on robi w tej reprezentacji, co to za napastnik, który nie strzela bramek! Ale jak widać wiedział, kiedy jest najlepszy moment! Andrzej, skomentuj dla nas tę sytuację!”. Andrzej: „Widzimy. Tutaj Lovren nie do końca dopilnował. Znają się z ligi angielskiej, może ta czujność gdzieś została zgubiona. Nie błyszczał Giroud na tym turnieju, ale widzimy w tej sytuacji, że pewnych nawyków, będąc napastnikiem, się nie zapomina”. Szpakowski: „Niecałe czterdzieści minut. Czterdzieści minut nadziei jednych, że uda się tu odrobić, bo w końcu na tym turnieju już nie raz im się to udawało. I czterdzieści minut nadziei drugich, plus to co doliczy arbiter, że nic już się tu nie zmieni, że uda się dowieźć ten korzystny rezultat i że Paryż nie pójdzie dzisiaj spać”.

Przez następny kwadrans Chorwaci będą bili głową w mur, gra się troszkę zaostrzy. W końcu Dalić pośle w bój rezerwowych i zacznie się wymiana ciosów, która będzie popisem bramkarskiego kunsztu Llorisa i Subasica. Gra otworzy się na tyle, że w końcówce Francuzi zapakują wyczerpanym Chorwatom jeszcze dwójkę (Mbappe i Tolisso). Zanim to nastąpi, Darek jeszcze przez chwilę się pozastanawia „czy będą w stanie wykrzesać z siebie te resztki energii, nie mówię o motywacji, bo tej na pewno nie brakuje, i wyjść naprzeciw oczekiwaniom, pragnieniom kibiców, którzy z pewnością jeszcze wierzą”.

Koniec meczu. 3:0 dla Francji. Na dobranoc musi paść jeszcze jedno „ale le ble!”.

Choć chciałbym, żeby było inaczej.