Co to za nowa afera w Juve?…

Co to za nowa afera w Juve? Słyszeliście już coś? Na footrolu mało pewne źródło, ale podobno włoskie źródła całkiem całkiem. Niżej ściana tekstu.

Współczesna piłka jest w dzisiejszych czasach wypełniona niezliczoną ilością skandali, przekupstw itp. Z tej okazji ludzie mają coraz gorszy obraz tego co się dzieje przed pierwszym gwizdkiem i tym co się dzieje po zakończeniu spotkania. Jeżeli ktoś nie wierzy, niech sobie przeczyta książkę „Brudna piłka”. Tam będzie miał niezły przykład totalnego obrazoburstwa. Nie od dziś wiadomo, że prym w takich brudnych zagrywkach wiodą Włochy. W latach 80. calcio wstrząsnęła afera Czarnego Totka (Tottonero), a my pamiętamy doskonale rok 2006 i aferę Calciopoli. W głównej roli wystąpił wtedy Juventus, a sprawa dalej nie jest do końca wyjaśniona. Teraz na Włochy może spaść konkretna bomba, która nakryje czapką dwie pozostałe afery.

W roli głównej znowu Juventus. Włoska piłka wydawałoby się, podnosi się z kolan. Znaczy znajduje się obecnie na jednym kolanie, bo cyrki jakie mają miejsce na niższych szczeblach nie dają gwarancji, że tli się iskierka powagi. Jednak to, co ma wypłynąć w poniedziałek powoduje poważny niesmak i wstrząśnie światem calcio bardziej niż trzęsienia ziemi, które lubią uprzykrzać życie Włochom.

Otóż 22 października we włoskiej telewizji RAI Tre w programie Report, który będzie transmitowany o godzinie 21:15 ukaże się pewien reportaż. Jego tematem będzie w skrócie sprawa kontaktów Juventusu z kalabryjską mafią znaną jako ‘ndraghenta oraz śledztwa „Wysoki Piemont”, którym zajmuje się włoska prokuratura. Do tego dochodzi sprawa śmierci Raffaele Bucciego, czyli byłego szefa ultrasów zatrudnionego przez klub z zewnątrz. Z racji tego, że wszystkie większe media w Italii o tym milczą, takie informacje nie wyciekają na światło dzienne do szerszego gremium odbiorców. Wczoraj na swoim profilu Facebookowym informacje w Polsce nagłośnił Roman Sidorowicz. Prywatnie kibic Milanu, szerzej znany jako prezes Stowarzyszenia kibiców Milan Club Polonia. Poszperał tam gdzie trzeba i dzięki nienagannej znajomości włoskiego ogarnął wszystko i w nocy ze środy na czwartek przedstawił jak sprawa wygląda. Wyraził on zgodę, żeby w tym tekście wykorzystać w formie cytatu fragmenty tego tekstu, mówiące o całej sytuacji.

22 października. Na tę datę czeka cała Italia. Połowa Włoch czeka z wielką nadzieją, że będzie to początek nowego Calciopoli, które po raz kolejny rozprawi się turyńskim klubem, a druga połowa (ta wspierająca więzienne biało-czarne barwy) czeka pełna obawy, ale z nadzieją, że zarzuty nie będą zbyt poważne. Tego dnia ma bowiem, na Rai Tre o godzinie 21:15 ukazać się ma dokument „Report”, w którym włoski dziennikarz śledczy ma ujawnić kontakty klubu i współpracę z organizacjami mafijnymi, a konkretnie z kalabryjską ‘ndranghetą i śledztwem „Wysoki Piemont” jakie prowadzi włoska prokuratura. Do tego dochodzi tajemnicza śmierc Raffaele Bucciego, ciemne interesy, handel biletami i bezpośrednie kontakty, powiązania działaczy, piłkarzy i ludzi blisko związanych z klubem a rodziną Dominello, która jest blisko powiązana z ‘ndranghetą.

Według śledczych kluczową datą jest 21 kwietnia 2013 roku, kiedy to na meczu Dżuventus – Milan pojawił się transparent z napisem „Gobbi”, za którym stał Saverio i Rocco Dominello, ojciec i syn. To był dzień, w którym sycylijska ‘ndrangheta weszła na trybuny turyńskiego stadionu. 7 lipca 2016 doszło do jednego z bardziej zagmatwanych i niewyjaśnionych samobójstw Raffaello Bucciego, który był byłym szefem ultras i obecnym pracownikiem klubu zatrudnionym jednak przez agencję zewnętrzną. Mimo tego, korzystał on z wielu bezpośrednich udogodnień jakimi mogli cieszyć się pracownicy klubu i posiadał między innymi służbowe auto zarejestrowane na Juventus F.C.. , które zostało odnalezione nieopodal miejsca samobójstwa. Oficjalnie pełnił on rolę łącznika pomiędzy klubem, policją a kibicami. Wokół jego samobójstwa narosło sporo podejrzeń i jest wiele niewyjaśnionych okoliczności. Dokumenty twierdzą, że skoczył on z mostu, jednak obrażenia na ciele świadczą o tym, że przed skokiem z mostu, mógł on zostać brutalnie pobity. Nie wiadomym jest również wizyta w szpitalu przedstawicieli kancelarii adwokackiejChiusano, która reprezentuje Dżuventus. Udali się tam oni bowiem natychmiast po informacji o śmierci Bucciego, ale nie po to, by się coś dowiedzieć, lecz po to, by przechwycić jego telefon komórkowy i inne rzeczy osobiste. W telefonie znajdywały się bowiem smsy i zdjęcia, które mogły poważnie zaszkodzić reputacji klubu i niektórym jego działaczom. Oprócz tego były zapisy z czatów skierowane do kancelarii premiera, przekazane do agentów specjalnych, w których Bucci pisał, że „wpadł w gówno po szyje” i że „jest spalony”, czy też, że obawia się iść zeznawać w sądzie w sprawie dotyczącej „Wysokiego Piemontu”. O swych obawach poinformował też bezpośrednio klub Dżuventus, a konkretnie dyrektora ochrony Alessandro D’Angelo. Dzień później Bucci popełnił rzekome samobójstwo, które zostało dość szybko zatuszowane i wyciszone w mediach. Dziennikarz z „Report” postanowił przyjrzeć się sprawie bliżej i wyjawić pewne nieznane dotąd fakty, które mogą poważnie obciążyć klub z Turynu. Bucci udał się na zeznania do sądu, a kilka godzin później już nie żył. Ciekawe jest również to, że na 3 godziny przed samobójstwem serwery włoskiej prokuratury zostały złamane przez hakerów i wykasowano wszelkie dane. Według aktów śledczych dotyczyło to danych, kiedy kontaktował się on z agentami specjalnymi i prawdopodobnie z innymi ludźmi mówiąc, że ma problemy. Wiadomo również, że Bucci dysponował kontem bankowym na którym znajdywało się 300 000 eur i po wiadomościach, do których doszli agenci wiadomo, że zależało mu, by za wszelką cenę nie zostało to wykryte. Dziennikarz programu „Report”zapowiada, że program ujawni system, pełny obraz kontaktów i przerażających powiązań między działaczami, niektórymi grupami kibicowskimi turyńskiego klubu a organizacjami mafijnymi, przez które ostatecznie cierpią zwykli kibice i czym powinien się zainteresować w trybie pilnym sąd sportowy. Tajemnicą poliszynela jest, że dokument ten jest głównym powodem dla którego Andrea Agnelli zwolnił dyrektora sportowego Giuseppe Marottę, który był ojcem sukcesów klubu z ostatnich lat. Zwolnienie Marotty, jego styl i sposób były dla całej opinii kompletnym zaskoczeniem i zdziwieniem. Nie zwalnia się tak bowiem bez wyjaśnień do prasy dyrektora, który podniósł klub i doprowadził go prawie na sam szczyt.

„Report” ujawnia stosunki turyńskiego klubu z mafią, co w przepisach FIGC jest kategorycznie zabronione. W zajawkach programu można znaleźć wypowiedź jednego z liderów ekipy „Bravi Ragazzi”, który obecnie odbywa karę więzienia za międzynarodowy handel narkotykami. Przyznaje się on otwarcie do świadomej współpracy klubu z różnymi ekipami należącymi do włoskiej mafii, dzięki której postawił on sobie 2 domy, kupił piekarnię i wiódł znakomite życie prowadząc różnego rodzaju biznesy.

Wrócmy do Bucciego, bo to jego śmierć jest punktem kluczowym w śledztwie i w układach na linii klub-mafia. By zrozumieć cały proces należy się cofnąć kilka dobrych lat wstecz. Turyńską sceną ultras w latach 70 i 80 rządziła powstała na gruzach Panthers ekipa Fighters, której rządy zatrzymała dopiero tragedia na Heysel. Po tej tragedii kilka innych grup jak np. Indians czy Gioventu’ Bianconera, oraz niektórzy z przeszłością w Panthers, postanowiło się połączyć i dało to początek ekipie Drughi, nazwanej tak na cześć filmu Kubricka, Mechaniczna pomarańcza. W kolejnym dziesięcioleciu Drughi całkowicie zdominowali turyńską scenę ultras wprowadzając autorytarne i bardzo ostre rządy. W połowie lat 90 zaczęły się tworzyć jednak pierwsze podziały. Jako pierwszy oddzielili się członkowie Fighters, którzy rozpoczęli całkowitą i krwawą wojnę wewnętrzną przeciwko Drughi. Dzisiaj ekipa Fighters formalnie już nie istnieje, bowiem została przekształcona w Tradizione Bianconera. Oprócz nich od Drughi odłączali się również inni. Tak powstała nowa ekipa Nucleo 1985, która składała się z młodych chłopaków pochodzących głównie z okolic Wenecji i Udine i podchodzących zawsze neutralnie do wewnętrznych wojen. Do tego należy dodać jeszcze ekipę Vikings, która pochodzi z Mediolanu i uznaje się ich za prawdziwą ekipę hooligans w angielskim stylu, oraz ekipa Irriducibili (obecnie Bravi Ragazzi), pochodząca bezpośrednio z Turynu i charakteryzująca się mocnymi powiązaniami kryminalnymi. Tak powstała wielka piątka zwana „pięć rodzin”, która do dzisiaj rządzi na turyńskiej trybunie. Ich moc polegała na handlu biletami pozyskiwanymi bezpośrednio od klubu, a do tego dzielili się wpływami ze sprzedaży podrabianych gadżetów pod stadionem, kanapek itd. Za czasów Moggiego i jego wasali panowały jasne warunki współpracy z ekipą Drughi. Mieli oni bilety, które dystrybuowali autonomicznie zgodnie z własnymi przekonaniami i po własnych cenach, w zamian za spokój na trybunach. Osobą prowadzącą Drughi był Dino Mocciola, który współpracował z klubem praktycznie jako biznesmen i jednocześnie prowadził autorytarne i pełne krwi rządy na trybunach oraz brutalną wojnę z Fighters. Był on prawdziwym liderem i nietykalnym ojcem chrzestnym na trybunach Dżuventusu. Jego władza skończyła się jednak wraz z Calciopoli, gdy w 2006 roku padł w końcu ofiarą napaści w Alessandrii, której włoska prokuratura do tej pory ostatecznie nie wyjaśniła. Według wstępnych ustaleń został on zaatakowany przez ekipę Bravi Ragazzi oraz Fighters. W 2009 roku, Mocciola padł ofiarą kolejnej napaści, z której ledwo uszedł i zrozumiał, że aby zachować władzę, musi sięgnąć po pomoc, przejść do kontrataku i nie może okazać strachu i słabości. Skontaktował się on więc z Placido Barresim, znanym zabójcą z gangu ‘ndranghety, który został wprowadzony w tajniki i trybun turyńskiego stadionu. Zdecydował on, że sprawę trzeba zakończyć polubownie, bez rozlewu krwi między Drughi i Bravi Ragazzi i skupić się przede wszystkim na handlu i robieniu pieniędzy dzięki możliwościom jakie daje nowy stadion. W konsekwencji tego, na trybunach pojawiła się nowa i bardzo kluczowa postać , Rocco Dominello. Syn brutalnego bosa ‘ndranghety z klanu Rosarno. 20 kwietnia 2013 zażądał on od Moccioli utworzenia szóstej ekipy – Gobbi, która miała być bezpośrednio powiązana z kalabryjską mafią. Mocciola skierował go do jednego z kolejnych liderów Drughi, Fabio Germaniego, który wprowadził go na trybuny i przedstawił działaczom Dżuventusu, a konkretnie Stefano Merulli odpowiedzialnemu za dystrybucję biletów w klubie oraz Alessandro D’Angelo, dyrektorowi ochrony na Dżuventus Stadium. W ten sposób zaczął się handel i interesy na wielką skalę, które były pod kontrolą ‘Ndranghety i dzięki której bogaciły się wszystkie grupy i ich wpływowi członkowie. Dominello kupował od klubu wszystkie bilety po normalnych cenach, po czym sprzedawał je ze sporą przebitką. W efekcie tego nawet normalni ludzie, chcący kupić bilet na mecz musieli często płacić znacznie większe ceny od kwoty jaka znajdywała się na bilecie i kierowani oni byli do agencji Dominello nawet, gdy dzwonili z informacją o bilety bezpośrednio do klubu. Aby zrozumieć o jakiego rzędu kwotach jest tu mowa wystarczy posłuchać byłego lidera ekipy Bravi Ragazzi, który w zajawce programu Report mówi o kwotach 30 000 eur zarobku na jednym meczu.

I tutaj możemy wrócić już do naszej kluczowej postaci, czyli Raffaele Bucciego zwanego Ciccio. Przeprowadził się on do Turynu, gdy tylko stał się pełnoletni i od razu wstąpił do ekipy Drughi, szybko stając się jedną z kluczowych osób, a nawet prawą ręką lidera Moccioli i numerem 2 w całej grupie. Miał on wygląd i prezencję na to, by stać się kontaktem Drughi z klubem. Przynajmniej przez 5 lat, jak wspominałem był również łącznikiem na linii klub-policja-ultras, a później głównym informatorem służb specjalnych, co nie było nawet specjalnie niczym dziwnym, gdyż policja bardzo często ma „zaufaną” osobę w szeregach ultras. Zyskał on zaufanie wszystkich oprócz jednej osoby. Rocco Dominello. Kalabryjskiego bosa martwiły zbyt dobre kontakty Bucciego z policją, klubem i jednocześnie spore wpływy na trybunach i w ekipie Drughi. Postanowił on więc zdecydowanie zmniejszyć jego wpływy i ograniczyć działanie. W 2014 roku padł on ofiarą ataku, po czym zrozumiał powagę sytuacji i zagrożenie ze strony metod jakimi posługiwał się Dominello, więc postanowił się odciąć i wyjechał do rodzimej Pugli, a jego miejsce w kontaktach klub-kibice zajął właśnie Dominello. Nie był on jednak żadnym informatorem policji, a wręcz przeciwnie. Bucci po nieco ponad roku powrócił do Turynu i dzięki „semi-oficjalnej” pozycji pracownika klubu , zatrudniony przez agencję zewnętrzną, czuł się bardziej bezpieczny i nietykalny. Pobierał on normalnie pensję z klubu i korzystał ze wszystkich wpływów klubowego pracownika zajmując się już oficjalnie kontaktem z kibicami i nieoficjalnie dystrybucją biletów na curva sud, gdzie każdy nadal postrzegał go jako członka ekipy Drughi. Zaskakujące w tym wszystkim jest to, że ta oficjalna rola została powierzona Bucciemu, a nie Dominello, który przez cały ten czas był bardzo blisko klubu, zapewniał spokój na trybunach mimo, że sam mecze oglądał z loży honorowej. Pojawia się tu pytanie czy klub wiedział już wtedy, że Dominello reprezentuje mafię? Dzięki nowej pozycji Bucci zyskał nowy status we wszystkich grupach i zaczął poruszać się bardzo pewnie. Policja prowadziła jednak coraz szersze śledztwo i dobrze znała Dominello. Z czasem Bucci zaczął się niepokoić, a klub przydzielał mu coraz mniej biletów co wprowadziło w niepokój również Drughi oraz ich lidera Mocciole. Ewidentnie coś było na rzeczy, a Bucci zwierzył się w tym czasie swojej byłej żonie i powiedział jej, że „zaufał złym ludziom”. Policja znalazła tym czasem mocne dowody na kryminalne działanie rodziny Dominello, a 6 lipca 2017 Bucci został przesłuchany w sprawie „Wysoki Piemont” jako osoba dobrze poinformowana o faktach. Dzień później, pod mostem, z którego rzekomo miał skoczyć, znaleziono jego ciało. Był to zresztą ten sam most, z którego w przeszłości skoczył Edoardo Agnelli, kuzyn obecnie władającego Andrei.
Najbliższy policji człowiek i osoba, która najlepiej ze wszystkich znała powiązania handlowe ekip z turyńskich trybun już nie żyła i nie mogła tym samym przekazywać więcej informacji policji i prokuraturze. Oficjalnie ogłoszono, że było to samobójstwo, jednak nie są co do tego przekonani nawet agenci ze służb specjalnych, ponieważ sekcja zwłok wykazała różne obrażenia na całym ciele, które nie wynikały raczej z upadku z dużej wysokości. Prawdopodobnie Bucci dysponował zbyt wieloma informacjami na temat wszystkich i ‘Ndrangheta nie mogła dłużej z nim ryzykować. Policyjne śledztwo nazwane „Wysoki Piemont” dotknęło również najwyższą władzę turyńskiego klubu. Beppe Marotta, choć nie postawiono mu do tej pory oficjalnie zarzutów, został przesłuchany jako osoba również dobrze poinformowana o faktach. Wypłynęły między innymi rozmowy Marotty z zaufanym człowiekiem od Dominello na temat biletów na mecz Dżuventus – Real oraz przyjęcia na testy do klubu jednego zawodnika z polecenia od Dominello. Zawodnik ten odbył testy w turyńskim klubie, ale ostatecznie nie został zakontraktowany. Andrea Agnelli został natomiast wykluczony przez sąd sportowy na 12 miesięcy ze wszelkiej działalności za kontakty z organizacją mafijną i bezpośrednie relacje z Dominello. Prezes Dżuventusu nie negował zarzucanych mu spotkań z Dominello, ale twierdził, że nie wiedział nic o jego powiązaniach mafijnych. Jak przystało na turyńki styl, przeszedł on nawet do kontrataku twierdząc, że policja powinna powiadomić odpowiednio wcześnie klub o powiązaniach Dominello z mafią, ponieważ gdyby byli oni tego świadomi to nie przekazywaliby mu biletów i innych wpływów. Ostatecznie prokuratura przyznała Angellemu rację twierdząc, że mógł on nie wiedzieć o mafijnych powiązaniach Dominello, a klub zobowiązał się do zakończenia przekazywania biletów ultrasom, narzekając przy tym na zbyt mały stadion, który zachęca do lewego handlu biletami. Od tego czasu zaczął się protest kibiców przez który nie ma żadnego dopingu, a na stadionie podczas meczów Dżuventusu jest cisza jak na meczach reprezentacji narodowych. Jeśli wejdziesz na turyńską curve sud i zaczniesz dopingować zespół, zostaniesz z niej bardzo szybko w najlepszym przypadku przepędzony. Klub przestał także przymykać oko na sprzedaż podróbek pod stadionem i zaczął z tym nieśmiało walczyć, a wystraszony przesłuchaniami i oskarżeniami Agnelli postanowił odciąć się od ultrasów i wprowadzić nowoczesny model zarządzania klubem. Stadion teraz ma być teatrem, na którym nie ma miejsca dla zorganizowanych ekip kibicowskich. Drakońskie podniesienie cen biletów, zakup takiego zawodnika jak Ronaldo, ma pomóc w wyeliminowaniu ultrasów i sprowadzeniu na stadion bogatszych kibiców, rodzin, licznych turystów, którzy przyjdą na mecz, zostawią sporo pieniędzy na oficjalne pamiątki i gadżety i nie będą stwarzać problemów i nikogo szantażować. Tym samym stadion słynący z głośnego dopingu zamienił się w cichy teatr, na którym raz na jakiś czas podniesie się delikatna wrzawa. Wojna na linii klub – ultrasi trwa a rasistowskie okrzyki w kierunku Koulibalyego na niedawnym meczu z Napoli, które doprowadziły do zamknięcia całej trybuny nie były przypadkiem, ale celowym działaniem ultrasów, którzy cały czas żądają obniżki cen biletów i powrotu do wystawienia swoich stoisk przed stadionem w dniu meczu. Klub złożył odwołanie, w którym zapowiedział, że nie można karać zbiorowo i zamykać całego sektora czy też stadionu i zobowiązał się do dostarczania bezpośrednich materiałow wideo, na których można wyłapać konkretne osoby, które wznoszą rasistowskie okrzyki. Sąd sportowy tych argumentów jednak nie przyjął i zwiększył karę zamknięcia sektora do 2 meczów w zawieszeniu. Scena ultras w Turynie jest więc w poważnym szachu ponieważ klub nie zamierza odpuścić kosztem braku dopingu i szeregu innych protestów, wiedząc, że i tak zapełni stadion kibicami teatralnymi, których stać zapłacić nawet wysoką cenę biletu.
Program „Report” ma jednak ujawnić nieznane dotąd fakty i rozmowy zarówno działaczy Dżuventusu jak i samego Agnellego z członkami mafii. Na najświeższych zajawkach podane są rozmowy telefoniczne, w których dyrektor ochrony D’Angelo zapłakany dzwoni do Agnellego i informuje go, że Bucci nie żyje i że musiało się coś stać na przesłuchaniu, bo parę chwil przed śmiercią kontaktował się on z nim mówiąc, że się boi, że to już koniec, jest trupem i że przeprasza ich, że umoczył ich mocno w gównie. Agnelli nie wydał się tym specjalnie przejęty i odpowiedział mu, że oddzwoni później, za pół godziny. Pozostaje pytanie kogo bał się Bucci i za co przepraszał swych kolegów z pracy czyli działaczy Dżuventusu? W innej rozmowie D’Angelo przekazuje byłemu dyrektorowi marketingu w klubie, Francesco Calvo, że Bucci mocno bał się o życie swoje i rodziny, i że po przesłuchaniu był wrakiem człowieka mówiąc, że zaufał złym ludziom. Na początku rozmowy D’Angelo mówi do Calvo: „on go zabił” (pytanie kto), nie wskazując żadnej konkretnej osoby z nazwiska, ale Calvo tym samym nie wydaje się tym zdziwiony i nie pyta nawet kto. D’Angelo mówi dalej, że Bucci nie miał powodów do popełniania samobójstwa i że nie musiał się NAS bać. On go zabił. Mówił także, że Bucci przeprasza bo narobił klubowi sporo problemów i prosił go o przebaczenie, ale D’Angelo kazał się nie przejmować tylko działać dalej bo wszystko się wyprostuje. Kolejną osobą jaką D’Angelo poinformował o śmierci Bucciego był Leonardo Bonucci. W rozmowie słychać, że D’Angelo z płaczem mówi, że dzwoni do niego już teraz, bo nie chce, by Bonucci dowiedział się o tym z gazet. Bonucci przyznaje, że również nie wierzy, że to było samobójstwo i widać, że sam jest dobrze poinformowany o wielu sprawach. Zagadką w tym wszystkim jest jest też, co tak naprawdę powiedział Bucci i dlaczego D’Angelo jest tak zrozpaczony i wręcz przerażony jego śmiercią?. Co tak naprawdę ukaże program Report i jakie rozmowy i powiązania w tej sprawie odkryje, dowiemy się już w poniedziałek 22 października o 21:15. Zastanawiający jest również szereg innych zdarzeń po jego śmierci. Między innymi zeznania jednej kobiety, która mówiła, że słyszała w rozmowie z pewnymi bosami mafii, którzy mówili: „Zabili go, zawieźli go we trójkę na ten most. Jeden z nich opłacił swoich pracownikow, by złożyli fałszywe zeznania i powiedzieli, że widzieli go samego w okolicach mostu”. Zeznania tej kobiety uznano jednak oficjalnie za mało wiarygodne, ale zastanawiający jest również fakt, że w pobliżu mostu w jego zaparkowanym aucie policja drogowa w dokumentach nie odnotowała znalezienia jego prywatnej teczki z rzeczami osobistymi, a została ona przekazana jego byłej żonie już po pogrzebie wraz z innymi jego rzeczami znalezionymi w aucie.

Od kilku tygodni dzięki zapowiedziom Report o tych wydarzeniach zrobiło się naprawdę głośno i wychodzą na światło dzienne również inne rozmowy telefoniczne. W sierpniu 2016 policja w Turynie wystąpiła do prokuratury o zgodę na podsłuchiwanie rozmów telefonicznych Beppe Marotty, jako osoby, która może mieć pewne informacje związane ze śmiercią Bucciego. Z podsłuchów tych póki co jawnie wynika, że Marotta kontrolował i sugerował włoskim gazetom co mają pisać. Nie jestem tym ani trochę zdziwiony, bo wielokrotnie już tu pisałem, że tak się właśnie dzieje i wystarczy uważnie śledzić włoskie dzienniki i wydarzenia, by nabrać co do tego przekonania. Teraz wyszły na szczęście na te moje tezy również dowody i ciężko już nawet z tym polemizować, ponieważ z podsłuchu jasno wynika jak Marotta dowiedziawszy się o tym, że La Gazzetta dello Sport planuje napisać nieprzychylny Dżuventusowi artykuł o śmierci Bucciego, szybko reaguje i dzwoniąc do redakcji mówi: „Jeśli ten artykuł się ukaże to wyciągnę konsekwencje”. Artykuł w efekcie tego telefonu się ukazał, ale zamiast na 3 strony to było jedynie parę linijek nie wymieniając nawet nazwy „Juventus”. Podsłuchy są bardzo ciekawe, bo można na nich usłyszeć jeszcze między innymi rozmowy, gdzie Claudio Albanese (osoba odpowiedzialna w Dżuventusie za kontakty z mediami, która zasłynęła z tworzenia poważnych problemów i zwolnienia z pracy kilku znanych dziennikarzy, a ostatnio wyszły również informacje, że żądał od telewizji Mediaset udziału Giuseppe Crucianiego w programie Tiki Taka) dzwoni do Marotty i informuje go co się jutro ukaże w La Repubblica, po czym Marotta odpowiada: „spokojnie, tam jest nasz dyrektor”. To tak a propos tego jak pisałem kiedyś, że ten klub praktycznie wszędzie wsadza swoich ludzi na najwyższe stołki. W innych rozmowach do Marotty dzwoni adwokat Dżuve, Luigi Chiappero i informuje go, że dzwoniła do niego dziennikarka Martinenghi z La Repubblica i mówi mu, że dowiedzieli się, że Marotta był przesłuchiwany na prokuraturze w sprawie kontaktu z Dominello i wzięcia na testy młodego zawodnika z jego polecenia. Adwokat spytał ją co muszą o tym napisać, a dziennikarka poinformowała go, że napiszą, że był on przesłuchany, ale adwokat przekazał jej, by dopisali jeszcze koniecznie, że Marotta nie ma z tym nic wspólnego, ponieważ stanowisko na jakim pracuje wymaga od niego ciągłego kontaktu z ludźmi i nie może on zawsze przed rozmową z każdą osobą sprawdzać jej kryminalnej kartoteki i weryfikować czy ktoś ma jakieś powiązania z mafią i jest przestępcą, i że spotkał tę osobę zupełnie przypadkowo. Następnie adwokat Chiappero pyta Marottę, czy chce coś dodać, bo może jeszcze przedzwonić do tej dziennikarki i jej przekazać. Marotta mówi, że jest ok i nie trzeba nic dodawać oraz, że na testy można zaprosić każdego, po czym dodaje: „Przecież my tam mamy kurwa naszego dyrektora Mario Calabresi, kim w ogóle jest ta Martinenghi, jest z Turynu?” –„Tak z Turynu, jak chcesz coś sam przekazać Calabresiemu to ja…” – „Nie, wystarczy, że nie będą pisać głupot.” Marotta następnie pyta adwokata czy ten artykuł ma się ukazać w wydaniu krajowym czy tylko turyńskim, na co adwokat odpowiada, że nie wie, bo jej o to nie pytał. W bardzo podobnym tonie była rozmowa Marotty z Claudio Albanese, który informował go co ma zamiar napisać La Gazzetta dello Sport, i że opieprzył ich za to, że ostatnio dodali zdjęcie Marotty, a o biletach i kontaktach z mafią napiszą w sumie tylko to co La Repubblica pisała dzisiaj. Marotta pyta się go jak długi będzie ten artykuł, a Albanese odpowiada, że 50-60 linijek i że starają się go napisać w delikatnych tonach. W następnej rozmowie Marotta telefonuje do dziennikarza LGDS Matteo Dalla Vite i mowi mu, że go zdenerwowali, po czym dziennikarz uspokaja mówiąc, że tytuł jutrzejszego artykułu będzie: „’Ndrangheta nie wiem co to jest, nie ma żadnej presji” i dodaje, że każdy to podchwyci. Marotta podkreśla jeszcze z naciskiem, by traktowano go w gazecie jak najlepiej. Boi się on o treść tego artykułu i twierdzi, że jeśli ukaże się on w zbyt mocnych tonach, to będzie musiał wyciągnąć konsekwencje, po czym dziennikarz zapewnia, że tak nie będzie i że porazmawia jeszcze z dyrektorami, ale że nie będzie tam w sumie niczego więcej co ukazało się w La Repubblica. Marotta mu przerywa i mówi, że ludzie tego nie rozumieją, że jego współpraca z La Gazzettą zawsze układała się dobrze i tak musi pozostać, bo jeśli nie to pojawią się problemy, po czym dziennikarz dodaje, że nie chce mieć żadnych problemów. Na koniec Marotta jeszcze raz podkreśla, że zamieszczenie jego zdjęcia u boku dwóch osób z kryminalną przeszłością to była bardzo dużo przesada i że to go strasznie zdenerwowało.

Rozmowa Marotty z Matteo Dalla Vite przyniosła efekt lepszy od spodziewanego, ponieważ kilka godzin później Marotta otrzymuje telefon, w którym inna osoba mówi mu, że Matteo wszystko mu przekazał, rozmawiał on z wicedyrektorem i że nie mogą anulować tego artykułu z różnych względów, ale zapewnia go, że będzie on skrócony do minimum i bez żadnego zdjęcia. Tytuł artykułu będzie: „Sprawa biletów, wysłuchany Marotta” i maksymalnie będzie to 10 linijek. Marotta mu dziękuje i tłumaczy się, że on daje po 300 biletów na każdy mecz różnym ludziom a tu dał 2 bilety osobie która jest przyjacielem Agnellego, wszystkich piłkarzy, fundacji, Conte i wielu innych. Że to nie przestępstwo a on nie musi wiedzieć kim jest ta osoba. Dziennikarz odpowiada, że Marotta nie musi mu nic tłumaczyć bo on zapoznał się z dokumentami i wszystko wie, że nie występuje on w przesłuchaniu w charakterze podejrzanego i że napiszą to w pierwszych trzech linijkach w jak najbardziej delikatny sposób bo zależy mu, by Marotta miał w gazecie z Matteo tak samo dobre relacje jak przez lata miał z Mirko. Marotta odpowiada, że Matteo zna od dziecka i że przeprasza go, że tak go skrzyczał i źle potraktował”.

Warto w tym momencie przytoczyć słowa Mourinho, który będąc niegdyś trenerem Interu powiedział do dziennikarzy: „To wy przez wasze milczenie doprowadziliście do calciopoli”. Dzwonienie Marotty do dziennikarzy i strofowanie ich za zamiar napisania mało przychylnego artykułu można porównać do dzwonienia Moggiego do Aldo Biscardiego i wskazywania mu co mają mówić w studiu analizując powtórki i czego nie pokazywać. Od kilku lat powtarza się wiele schematów, które wywołały calciopoli i naprawdę dziwię się tym, którzy tego nie widzą. Oczywiście fakt, że w ledwie 4 lata klub z Turynu odbudował się i wracając z Serie B zbudował drużynę, która stała się największą potęgą w historii Serie A zdobywając 7 tytułów mistrzowskich z rzędu zawdzięcza się uczciwości i ciężkiej pracy działaczy, a inne kluby wydając petro miliardy czy budując klub latami męczą się by zdobyć chociaż dublet lub daj Boże jakieś 3 tytuły mistrza z rzędu. Koń by się uśmiał. To jest właśnie styl i sposób działania tego klubu przez lata. Kontrolowanie informacji jakie pojawiają się w mediach i obsadzanie wszelkich kluczowych stanowisk swoimi ludźmi, tak by mieć pełną kontrolę nad wszystkim co tylko możliwe i mieć pełnię władzy. Żeby tylko na szybko podać przykłady: Andrea Agnelli na czele ECA, czyli Stowarzyszeina największych europejskich klubów, Evelina Christillin, pupilka Agnellich i była managerka FIATA w konsylium FIFA. Michele Uva, przyjaciel i obrońca Agnellego w mediach, dyrektorem generalnym FIGC (Włoskiego Związku Piłkarskiego) i wiceprezesem UEFA, Roberto Rossetti były sędzia piłkarski z Turynu prezesem komisji sędziów UEFA, po tym jak w wyniku ich publicznego mega narzekania na Colline zmusili go do rezygnacji.

Podsłuchy z rozmów Marotty z dziennikarzami La Repubblica i La Gazzetty wyszły wczoraj tj. wtorek i wstrząsnęły całym włoskim środowiskiem piłkarskim. Jeśli myślicie, że środowe wydania tych gazet w jakikolwiek sposób się do tego odniosły lub chociaż wspomniały to jesteście w sporym błędzie. Póki co milczenie totalne.
Po wyjściu na jaw tych taśm zwolnienie Marotty tuż przed pierwszymi publikacjami reportażu „Report” nabiera też nowego znaczenia i linią obrony klubu będzie zapewne to, że nie wiedzieli o działaniach swego działacza i się go już pozbyli.

Sprawa ta wydaje się obrzydliwa i prawdopodobnie czeka nas Calciopoli w wersji 2.0. Jeżeli wspomniane informacje są w 100% prawdą i zostaną one wydane i udowodnione, to Juventus będzie mogła czekać potężna kara, taka której jeszcze nigdy nie zaznali. Tak w teorii powinno się wydarzyć, bo wyżej wymienione sytuacje nie mają prawa bytu w świecie piłki nożnej. Nawet w czasach totalnie skorumpowanych, ta sytuacja pokazuje, że w Italii, a dokładniej w stolicy Piemontu gra się zdecydowanie w wyższej lidze wałków. Jeżeli to się okaże prawdziwe i zacznie się kręcenie afer w większych gazetach, to Turyńczycy będą mieli drugą kategorię, w której dystansują resztę. Pierwsza oczywiście jest ta sportowa, gdy są zupełnie na innym poziomie niż reszta stawki. W przypadku robienia tak obrzydliwych rzeczy mogą wzbić się na wyżyny. To co napisał Roman pozostawiamy ocenie czytelników i czekamy z zapartym tchem na 22 października, bo to może być kolejna czarna data w historii włoskiego calcio.

https://footroll.pl/newsy/7973,juventus-w-tarapatach-szykuje-sie-calciopoli-2-0

#pilkanozna #juventus #seriea